Tramwajowe zaloty

 

Kiedy jadę do pracy tramwajem,

Kiedy tramwaj głośno stuka i brzęczy,

To uwielbiam się poprzystawiać

Do..., no właśnie, do srebrnej poręczy.

 

Coś mnie zawsze ku niej popycha,

A czasami to popchnie mnie ktoś.

Wtedy mocno się do niej przytykam

I dotykam ją ze wszystkich stron.

 

Wpierw jest zimna, jak wszystkie kobiety,

Lecz że ściskam ją bez ustanku,

To rozgrzewa się wreszcie. Niestety,

Ja wysiadam już na tym przystanku.

 

 

Wiersze o Krakowie

 

 

O wierności ławki parkowej

 

Na ławkę, jedną z wielu ławek,

Do parku, jakich w świecie wiele,

Przychodził co dzień pewien Paweł.

Nie przyszedł jednak w tę niedzielę.

 

Ławka wierzyła, że się zjawi,

Lecz przyszedł tylko dziadek z wnuczkiem

I babcia z pieskiem oraz z włóczką,

Z której robiła sweter wnuczce.

 

Lecz nie pojawił się ten Paweł

Przez tuzin niedziel, poniedziałków.

Ławka czekała go na próżno,

Miał inną ławkę w innym parku.

 

 

Wiersze krakowskie

 

 

 

O krakowskich gołębiach i Wieszczu

 

Lipiec, Rynek Główny w Krakowie,

Jest południe, w powietrzu drży hejnał,

Pan Mickiewicz ma znowu na głowie

Natrętnego szarego gołębia.

 

Chce go zrzucić lecz ręce z kamienia

Niewzruszone trwają jak trwały,

Chce coś krzyczeć, lecz głosu nie ma,

Tylko w książkach słowa zostały.

 

Toteż stoi wieszcz nieruchomo,

A tymczasem mówi synek: - ach tato

Czemu pan ten stoi z ptakiem na głowie?.....

- Nie wiem synku, może myśl miał skrzydlatą.

 

 

 

Kraków w poezji

 

 

Receptura

 

Promień słońca, cztery pióra gołębia,

Kilka nutek hejnału, garść kurzu,

Woda z Wisły, najlepiej ta mętna,

Od kwiaciarek czerwona róża,

 

Ziarnko kawy parzonej w Wierzynku,

Trochę piwa wprost spod „Baranów”,

Precel z makiem, zapach koni i tynków,

Tysiąc pięćset studenckich planów,

 

Woń kadzidła z Wawelskiej Katedry,

Atmosfera „Jaszczurów” barowa,

Z Nowej Huty dymu dwa kłęby,...

...to składniki zapachu Krakowa.

 

 

Poezja o Krakowie

 

Krakowski poeta

 

 

O dziewczynie z nocą na smyczy

 

Przeciwległą stroną ulicy

Szła dziewczyna czarna jak rozpacz,

A noc biegła za nią na smyczy

I po ścianach jej czarny cień niosła.

 

            Była północ. Na Wieży Mariackiej

            Trębacz cały wytrąbił hejnał,

            A dziewczyna czarna jak rozpacz

            Szła, a za nią się wlokła noc ciemna.

 

Aż się obie dowlokły do świtu,

Tak bladego jak księżyc był blady.

Noc odeszła, dziewczyna zniknęła,

Tylko rozpacz została na czaty.

 

 

Wiersze z Krakowa

 

 

Deszczowa wiosna

 

Maj rozkwitał tej wiosny ospale,

Jakby bardziej był marcem niż majem

I dziewczęta miast być w krótkich spódnicach,

Ubierały się - jak zakonnica.

 

Ptaki smętne siedziały na drzewach,

Brzydka wiosna, nie warto śpiewać,

Bo i po cóż słowicze trele,

Kiedy leje , bez przerwy leje.

 

Na krakowskim Rynku w dorożkach

Przysypiali zziębnięci woźnice,

Brzydka wiosna, deszczowa wiosna,

Toną w deszczu puste ulice.

 

Wtem mój stary znajomy, strażak,

Który trąbi z Wieży Mariackiej,

Krzyknął: „Wreszcie się wypogadza,

Już przestaje padać na Brackiej.

 

 

Kraków i wiersze

 

 

Sen, a może proroctwo boskie

 

Miałem sen, a może to było

Tajemnicze proroctwo boskie?

Szedłem sobie przez Rynek, wtem widzę -

Wyszedł Jezus z Szopki Krakowskiej.

 

Za nim biegła tłusta owieczka,

Taka słodka, jak z cukru baranek

I osiołek drewniany wydreptał,

Dzwoniąc dzwonkiem na powitanie.

 

Potem wyszli królowie tak strojni,

Jak bukiety krakowskich kwiaciarek.

Dreptał wolno ich kondukt dostojny,

Każdy z królów niósł jakiś podarek.

 

Turoń z gwiazdą coś śpiewał radośnie,

Diabły groźnie machały widłami,

Śmierć kosiła, jak leci, na oślep,

A choinki pachniały świętami.

 

 

Kraków - miasto poezji krakowskie wiersze Mariusza Parlickiego

 

 

Palma

 

W Ogrodzie Botanicznym pani niezwykle miła

Każdego uprzedzała, że palma im odbiła.

Aż jeden pan psychiatrę przywołał tu z karetką.

Psychiatra wszystkich zbadał i odrzekł bardzo ciepło.

 

„Proszę mnie częściej wzywać, będę szczęśliwy cały

Jeżeli nadal palmy będą wam odbijały,

Lecz teraz muszę jechać, bo pewnej grupie chłopców

Na lekcji geografii globus się całkiem popsuł”.

 

 

Kraków w wierszach

 

 

Sara

 

W Krakowie na Kazimierzu,
Tuż przed wiślanym bulwarem,
(Kto nie chce, niech mi nie wierzy),
Spotkałem Żydówkę Sarę.

 

Miedziane pukle jej włosów
Skrywała chusta gołębia,
Jej oczy - zwierciadło losu -
Ciemna wiślana głębia.

 

Chciałem ją chwycić za rękę,
Na kawę pójść na Szeroką...,
Ona jak mgła się rozwiała,
Wzleciała ku szarym obłokom.

 

Szukałem jej wszędzie, przy mykwie,
Pytałem "Pod Orłem" - w aptece,
Na Kupa, Meiselsa, pod rondlem,
Na strychu, piwnicy, za piecem.

 

Klezmerzy grają w "Arielu",
Tu pachnie pascha, tam czulent
Choć ludzi wokoło tak wielu,
Nikt Sary nie widział, w ogóle.

 

 

Wiersze o krakowskim kazimierzu

poezja krakowska Mariusza Parlickiego

 

Profesor fizyki kwantowej

 

Profesor fizyki kwantowej,
Twórca dowodów i koncepcji,
Choć poznał jądro atomowe,
Miał w sprawach serca brak percepcji.

 

Gdy Rynkiem Głównym się przechadzał,
Widział protony, neutrony,
Badaczom innym wciąż doradzał,
A nie mógł znaleźć sobie żony.

 

Zderzacz hadronów był dla niego
Jasny jak słońce w swej budowie,
A nieodkrytą wciąż zagadką
Był nieopodal drugi człowiek.

 

Aż pewnym razem, gdy Plantami
Szedł w okolicach Bunkra Sztuki,
Ujrzał kobietę, jak dynamit
I się oderwał od nauki.

 

Odkrył z nią kosmos, inny wymiar,
To co jest mikro, mezo, makro,
I myślał, jak to, że nie widział
Tego wszystkiego wcześniej, jak to?

 

Nigdy by odkryć nieodkryte
Nie jest zbyt późno. Choć wiek starczy,
Profesor pojął, szkiełko, oko,
Do pewnych odkryć nie wystarczy.

 

 

Kraków i wiersze

Kraków w poezji polskiej

 

Smok Okołowawelski

 

Przy Smoczej Jamie u stóp Wawelu
Rzecz stała się niezwyczajna...
Smok się pojawił, lecz nie Wawelski
Bo z metką - Made in China.

 

Z autokarów wybiegły dzieci,
Nauczycielki i mamy,
Na Wawel pójdą, jak starczy czasu,
Bo najpierw pójdą pod kramy.

 

- O rany smoki - zawołał Józio
I w portfeliku już szpera,
A mnie by chciało siarką się zionąć,
Bierze mnie jasna cholera.

 

Bo tego smoka to już widziałem
Przy Loch Ness i w Kapadocji,
Nad morzem, w górach i na Mazurach
Aż i tu się napatoczył.

 

Gdyby wyrzeźbił go z lipy góral,
Lub krakus wypalił go z gliny
Twórca ludowy spod Częstochowy
Czy krawiec uszył z Kasiny.

 

Ale niestety, wszelkie pamiątki,
Jak Polska długa, szeroka,
Chociaż są z Polski, to tak naprawdę
Są z Kraju Wielkiego Smoka

 

Jak z tym zalewem dziadostwa walczyć?
Daremna tu połajanka,
Więc może sypnąć niczym Dratewka
Siarkę do brzuszka baranka?

 

Pomysł ten sprawdził się przed wiekami,
Lecz dzisiaj czasy są inne,
Więc pozostaje mi tylko wierzyć,
Że zmienią się gusta dziecinne.

 

 

Kraków - wiersz satyryczny o Krakowie

Magiczny Kraków - wiersze Mariusza Parlickiego

Magiczny Kraków

poeta Mariusz Parlicki

DO GÓRY

poeta i satyryk Mariusz Parlicki

Dziękuję
za odwiedziny

:-)

Mariusz  Parlicki

oficjalna strona poety

Copyright © Mariusz Parlicki 2016 -2018

Designed by Mariusz Parlicki 2016 -2018

www.parlicki.pl